stycznia 18 2010

Spadam

Chciałbym umrzec juz teraz
Nie czekajac na ciag dalszy zycia
Nie widze juz drzwi ani okien
Zadnego przewodnika nie moge znalezc
nikogo, kto bylby w stanie pomoc.
Wyciagnieta proszaco reka
zagarnia kosmyki zawodzacego wiatru
Z pustka w piesci spogladam w lustro
Otulony samotnoscia ginacy czlowiek.


stycznia 6 2010

I am (not) ready for love

Nie jestem gotowy na miłość
Śmiertelne będzie dla mnie uniesienie serca
bo moje serce pękło i wciąż jeszcze krwawi.
Chciałbym żeby przytuliło mnie szczęście
jednak nie chcę żeby mnie teraz znalazło
bo ten smutek jest tak szczególnie majestatyczny.

Nie jestem gotowy na miłość
Już przestały płynąć łzy po moich policzkach
ostygły już płomienie drwiącego gniewu
Teraz jestem wysuszonym pustkowiem
przez który przelatuje chłodny północny wiatr.
Tutaj nawet krew nie błyszczy czerwienią.

Nie jestem gotowy by dalej pchać życie
Nie mogłem zatonąć w oceanie obowiązków
bo gdy są święta, tańczymy zbyt blisko dusz
Wspomnienia wciąż na nowo rozbrzmiewają
z każdą nutą kolęd, brzmi symfonia smutku.
Czas na mnie, by chcieć żyć, powolutku.


grudnia 5 2009

150807

Jak niewiele trzeba, żeby wylać na mnie
emocjonalny kielich, który już od tak dawna
straciłem z oczu patrząc za horyzont
gdzie nie mogę dosięgnąć dłonią
Jeden film w tym właśnie czasie uderzył mnie w bok
i rozkazał spojrzeć w dół na to co trzymam
Nawet nie wiem jak nazwać, to co teraz czuję
jakieś głębokie wrażenie, może zaduma
której od tak już dawna nie łączyłem z piórem
Czuje jakby wspomnienie radości, już bez uśmiechu
z ostatnim motylem siedzącym na sercu
wróciło mi moją sentymentalność, łomocącą w pięści.
I teraz, znów podnosząc wzrok zapominam
żeby odgiąc palce i wypuścić to co tak mocno ściskam.


marca 26 2009

Krok dziesiąty, w wyścigu z pracowitością z psychiatrycznym postronkiem.

Witam!!!

Co to za piękny, wspaniały czas.

Dzisiaj byłem u psychiatry:DDD To jest jedyna droga, żeby dostać się na terapię za darmo. Trzeba mieć skierowanie. Ja mam!;) Coś wspaniałego, udało mi się je uzyskać będąc w pełni szczery.

Nie wiem czy pamiętacie, ale mam problemy z zaliczeniami. Zabrakło mi połowy punkta, żeby zaliczyć matematykę. A z fizyki cóż. Mam duże braki. Jednak pod koniec ostatniego tygodnia przysiadłem do niej solidnie. W ciągu kilku dni spędziłem na jej zgłębianiu kilkanaście godzin. Jedynym rezultatem jest to, że fizyka mnie zaciekawiła. Niestety na egzaminie(który odbył się we wtorek) nie podziałała ta intensywna nauka.

Był jednak wspaniały zysk tej nauki. Zobaczyłem jak pracowitość potrafi być czymś wspaniałym. W tym czasie, zdążyłem jeszcze napisać dwie lekcje do mojego kursu internetowego, który pewnie niedługo udostępnie. Zapisałem się na kurs szybkiego czytania i zacząłem korespondować z Coachami z tej dziedziny. Oraz z Kamilem Cebulskim, autorem książki Efekt Motyla, młodym milionerem . Jak dobrze pójdzie to spotkam się z nimi w najbliższym czasie. Zamówiłem z bratem prawie dwadzieścia książek, które niebawem przyjdą. Załatwiłem wreszcie sprawy z indexami na uczelni. I byłem na liturgii z biskupem. Wreszcie mam 2 tom brewiaża. Ogólnie to co się dzieje przeszło moje wyobrażenia.

A jaki jest tego powód? Postanowienie pracowitości. I skierowanie mojej uwagi na pomaganie innym zamiast na kasie.

Pozdrawiam serdecznie. Piersza osoba która do mnie napisze, dostanie darmowy wstęp na kilka szkoleń, które będę prowadził w przyszłości. Staję się Coachem. Biorę Cię na świadka!!


marca 11 2009

Krok dziewiąty w zrozumieniu miłości. I pare innych wydarzeń.

Wstęp

Hello, witam was bardzo serdecznie po tej miesięcznej przerwie. Sytuacja była dość napięta. Sesja spadła na mnie niczym lawina w tropikach. I spacerując sobie tak ścieżynką a wielki sesyjny wąż nurkuje z nienacka w mym kierunku. Trudno… Byłem zmuszony do pełnego studiowania. A to znaczy, musiałem podchodzić do egzaminów poprawkowych z matmy oraz fizyki. Wczorajszego dnia podchodziłem do matmy, było to dość istotne, stąd mój brak aktywności tutaj. Za co bardzo przepraszam wszystkich, którzy tutaj zaglądali. A z tego co patrze na licznik to było ich sporo. Bo to licznik wizyt, nie odsłon.

miłość

Wspomnienie na temat miłości;)

Jak zapewne wiecie, żadne wydarzenie życiowe nie jest w stanie odciągnąć mnie od poszerzania wiedzy psychologicznej, nawet sesja. Przy okazji lektury świetnej książki “7 nawyków skutecznego działania” (którą na marginesie polecam;)) natknąłem się na naprawdę trafnie ujęty sposób postrzegania miłości i rozwijania jej;)

Cytuje:

Kiedy na jednym z seminariów mówiłem o proaktywności, jakiś mężczyzna wstał i powiedział:

- Stephen, podoba mi się to, co mówisz… Ale sytuacje są tak różne. Weźmy moje małżeństwo. Naprawdę się martwię. Nie czujemy już do siebie tego co dawniej. Myślę, że jej już nie kocham i ona mnie nie kocha. Co mogę zrobic?

-Nie czujecie tego co dawniej? - spytałem.

-Właśnie - potwierdził. - A mamy troje dzieci, na których naprawdę nam zależy. Co byś radził?

- Kochaj ją - odpowiedziałem.

-Mówiłem, że nie czuję już miłości.

-Kochaj ją.

-Nie rozumiesz. Nie czuję już do niej miłości.

-Kochaj ją zatem. Jeśli nie czujesz miłości, tym bardziej ją kochaj.

-Ale jak można kochać, kiedy się nie kocha?

-Przyjacielu, kochać to czasownik. Miłość, uczucie, to owoc tego czasownika. Zatem kochaj ją. Służ jej. Poświęcaj się. Słuchaj jej. Współczuj. Doceniaj. Utwierdzaj ją. Czy jesteś gotów to robić?

W literaturze pięknej wszystkich postępowych społeczeństw “kochać” to czasownik. Ludzie reaktywni robią z tego uczucie. Kierują nimi uczucia. Hollywood dał nam scenariusz, według którego wierzymy, że nie jesteśmy odpowiedzialny za uczucia, że stanowimy ich produkt. Ale hollywoodzki scenariusz nie opisuje rzeczywistości. Jeśli nasze uczucia kontrolują nasze działanie, to tylko dlatego, że zrezygnowaliśmy z odpowiedzialności i pozwoliliśmy na to.

Ludzie proaktywni traktują słowo “kochać” jak czasownik. Kochać to robić coś: poświęcać się, dawać siebie, jak matka dająca życie noworodkowi. Jeśli chcesz poznać miłość, obserwuj ludzi, którzy poświęcają się dla innych, nawet dla tych, którzy ich ranią lub nie odwzajemniają miłości. Jeśli jesteś rodzicem, przypatrz się swojej miłości do dzieci, dla których się poświęcasz. Miłość jest wartością, która się potwierdza poprzez pełne miłości działanie. Ludzie proaktywni podporządkowują uczucia wartościom. Miłość to uczucie, zatem można je wskrzesić.

Zatem prosta zasada. Chcesz kochać? To Służ jej. Poświęcaj się. Słuchaj jej. Współczuj. Doceniaj. Utwierdzaj ją. Czy jesteś gotów to robić? To jest największy skrót tego jak rozwijać miłość.

A tu coś ku radości ogólnej i uśmiechu też ogółu;)

W wersji Angielskiej, filmik niesamowicie wspaniały. Jeśli masz słabszy moment i pragniesz uśmiechu, włącz go i obejrzyj. Nawet jeśli nie mówisz w obcym języku. Tutaj dialogi są dość proste;)


lutego 10 2009

Tęsknota, młodego kota.

Toż to piąty miesiąc!!

A dziś upływa piąty miesiąc mych zaręczyn moi mili. Jednak moja połowica wyjechała na ferie i pozostały mi całki, na szczęście jest ich lim x–>oo  . Tak więc jak się domyślacie, spędzam czas długo i namiętnie ale co najważniejsze, nie obojętnie:)

Wierszydło.

Wyjazd nas rozdzielający.
Nie wiem czy wiesz jak to wieczorem bywa na zimowej ulicy
na pustym deptaku spacerować w świetle przyciemnianych latarni
W kolorach sepii zaciskając płaszcz przed samotnym mrozem
i spoglądać w ciskające się w oczy płatki śniegu ku niebu.
Czy wiesz jak to jest nasłuchiwać szeptu w wietrze
na melodię głosu, który odleciał wraz z tobą
Odczuwać ukłucie sopla wbijającego się w pierś
kiedy dwie dłonie w miłości złączone przemykają w swym świecie
To takie jest piękne przecież. A mnie wzdychaniem zarażają.
Widzisz słońce, to nad tobą w tej chwili świecące?
To byłbym ja, ale tutaj w Polsce.
Czy to co się dzieje w mym wyschniętym sercu
to pragnienie soków, lub kropli miłości?
To zwykła tęsknota, to co mnie dotyka
mimo, że czuję, że płonę i znikam
to wszystko ugasisz rzucając się na szyję
ale jeszcze trzy dni, kiedy na nowo ożyję.

Ogólnie zwykłem pisać bez rymów, te co się pojawiły są dziełem przypadku;)


lutego 4 2009

Wylewanie emocji poraz pierwszy i mycie podłogi wylaną wilgocią.

wierzba

- I co?! - Krzyknął Tagran w złości.-Czy ma to mnie obchodzić? W tym Twoim samolubnym stosunku do świata. Czysty egoizm, nigdy nie patrzysz na innych. Wciąż tylko liczysz się ty. Dosyć tego, nie licz na mnie… - Wyszedł.

Kail siedział na szczycie wzgórza. Słońce leniwie zsuwało się ku zachodowi, lekko otulając ciepłem wiosenne rozkwity. Gdzieś w krzakach kot bawił się z kwiatem, wydając rozkoszne odgłosy zabawy. Lekki wietrzyk ochładzał twarz w utopijnym obrazku sielskości. W dole kominy tańczyły rzadkimi, białymi obłokami dymu, jak gdyby bawiąc się ze sobą w berka. Szum ulic stawał się coraz cichszy, silniki milczały i tylko gdzieniegdzie było tylko słychać matki nawołujące dzieci do domów. Złoto zachodu zaczęło przechodzić w czerwień. Czerwień była piękna, zawsze ją podziwiał. Kail spojrzał na mocno widoczny już księżyc i westchnął.
-Ciekawe czy czuje się samotny, kiedy słońce odchodzi na sen.

Spacerował uliczką parku z płaczącymi wierzbami chylącymi się ku drodze. Każda jakby błagała o chwilę pocieszenia, garstkę uwagi, uśmiechu przechodnia. Kail lubił wierzby, zawsze były tajemnicą, dawały schronienie pod zasłonami swoich gałązek. Wybrał jedną z nich, nie mógł znieść tego milczącego błagania schowanego nieśmiało za resztą. Usiadł i rozejrzał się w chwilowym, dziecięcym zapomnieniu. Był jakby w naturalnym pomieszczeniu. Miała wyjątkowo bujne gałązki, sięgające samej ziemi.  Czuł się bezpiecznie, pozostawiony sobie, skulił się obejmując mocno kolana i zaczął płakać. Tak mocno poczuł to samotne drzewo.

Wykształciła się w jego głowie myśl. Moralizm zwykły, ale jakże do każdego pasujący. Także i do niego. “Patrz na te małe sprawy innych i je właśnie doceniaj, jeśli tego nie zrobisz, nikt nie doceni Twoich. A jeśli zaczął to szybko się odwdzięcz, bo szybko przestanie…”

wiosna

To było moje wylanie emocji. Jakieś takie były dziś negatywne. Pewnie z wielu powodów.  Jednym jest niewątpliwie to, że fryzjerka zrobiła ze mnie ludzika z japońskich kreskówek;) Ogólnie radzę nie doszukiwać się prawdziwych wydarzeń z powyższego tekstu. To tylko emocje wciśnięte w postać.


stycznia 30 2009

Krok ósmy i pół. Poprostu.

Ostatnio mnie to rozśmieszyło.

Chaos na rozgrzewkę.

Ostatnio jakiś taki dziwny był czas, po napisaniu tego opowiadania. Nic konstruktywnego ze mnie nie wypłynęło oprócz listy celów wiszącej na ścianie. A bardzo chciałem coś napisać, kilka razy siadałem do tego, ale zawsze jakaś głupia gierka, artykuł odciągał moją uwagę. Chyba muszę posprzątać na biurku;)  Moim sukcesem było skończenie następnej książki(czytanie).

basn

Pomysł.

I wpadł mi do głowy pomysł następnej książki(do napisania). Chcę napisać książkę - przygodową tym razem - o mężczyźnie, może chłopcu, którego procesy myślowe będą w postaci baśni, fantasy. Każda głębsza myśl będzie oddzielną przygodą, opowiadaniem z innego, baśniowego świata. A oprócz tego będzie sobie normalnie żył w naszych czasach. To jest tylko pomysł więc zobaczymy jak to będzie. Może będę wrzucał tu fragmenty, albo nawet całe rozdziały. Zobaczymy jakie będzie zainteresowanie i moja determinacja.

Głupota i rozwiązanie.

Stwierdziłem, że muszę więcej działać. Już się załamywałem moim nic nie robieniem i brakiem determinacji, trudnością do zabrania się do jakiejkolwiek pracy. Ale stwierdziłem że to głupota. Co mi przyjdzie z tego, że się będę załamywać? Zdecydowanie tylko nieprzyjemne uczucia. Zatem postanowiłem sie tym o tyle nie przejmować, co skupic na rozwiązaniu tego problemu. Spisywać swoje cele(listę marzeń), na kartce w widocznym miejscu. Z różnych dziedzin i różnym terminem realizacji. Niektóre z tych celów są tak dalekie, że trzeba je rozbić na mniejsze cele, żeby móc je osiągnąć. Niektóre są takie, że można je wykonać przy jednym dłuższym posiedzeniu. Zatem gdy mam chęć coś zrobić ale trudno mi się do czegoś zabrać. Moge spojrzeć na listę i wybrać to co będzie dla mnie najprzyjemniejsze w danej chwili. Wpadłem też na pomysł internetowego kursu. Ale opowiem o nim jak już coś powstanie.


stycznia 24 2009

Czarna skrzynka

boxkt7Wszystko jest inspiracją.

Zmarszczył czoło i przyjrzał się przedmiotowi ponownie. Była to mała czarna szkatułka, zamknięta stalową kłódką. Nigdy nie spodziewał znaleźć się czegoś takiego w swoim biurku. Stare orzechowe drewno nie wiedzieć czemu przykuło jego uwagę w tym niewidocznym, małym lombardzie. Nawet nie potrzebował biurka, zwyczajnie mu się to spodobało.
- To się nazywa produkt, który sam się sprzedaje- pomyślał i zaśmiał się do siebie.
Dawno chciał coś sobie kupić, ale nigdy nie przypuszczał, że będzie to nieprzydatny mebel. Teraz stał w jego pracowni wyczyszczony i pachnący drewnem. I ta czarna skrzyneczka. -Ciekawe co w niej może być…
Szarpał się z kłódką parę chwil po czym dał sobie spokój, była wyjątkowo solidnie zrobiona. Jakoś to załatwi, zawsze jakoś to załatwia. Zostawił szkatułkę na blacie po czym wrócił do pracy. To była wyjątkowo nieudana kampania. Jakaś mała firma, chcąca coś błyskotliwie nieprzewidywalnego. Dziwne, skąd mieli tyle pieniędzy, żeby skorzystać z jego usług. “Tripneo. Organizacja unikalnych wypraw”. Temat prosty, w sumie wszystko może wymyślić, nawet jakiegoś fantastycznego potwora, czy syrenę. Ale to jakieś takie wszystko znane.
-Chyba wena nie miała na mnie dawno zlecenia- pomyślał z niesmakiem i zapatrzył się w mgłę za oknem. Zdecydował, że mgła będzie dobra, mgła zawsze jest dobra, dodaje tajemniczości i strachu
-A może to ma być pozytywna reklama, wesołe wycieczki?
Wciąż nie odbierają telefonów. Dziwni byli ci dwoje. Zupełnie jakby dotyczył ich jakiś cień obłędu, niby nie istnieje, ale czujesz jego obecność. Mężczyzna wzdrygną się na wspomnienie tych białych uśmiechów w garniturach. Tylko tyle o nich pamiętał, nic o włosach, oczach czy zupełnie jakichś szczegółów. Dziwni byli ci dwoje…
Jego wzrok padł na szkatułkę. Oczy mu zamigotały. Tak!!! To będzie to.

***

Frank zawsze umiał otwierać wszystkie zamki, już od podstawówki, to on wykradał dla wszystkich substraty chemiczne, do eksperymentów na roślinach znienawidzonej pani Krakus.
-On będzie do tego najlepszy- zdecydował mężczyzna i wybrał odpowiedni numer.
Frank mieszkał niedaleko i akurat skończyło mu się piwo, dlatego chętnie zgodził się przyjść, zawsze dostawał coś za przysługę.
Napocił się jak nigdy. i rozłożył wszystkie swoje narzędzia na blacie. Zupełnie mu nie wychodziło.
-Co to za kłódka? A zamek to chyba przez szyfr Enigma był projektowany. Skąd ją masz?
-Taka zwykła, z antykwariatu.
-Rozwal tę głupią skrzynkę, zobaczymy co tam jest.
-Nie ma mowy, jest mi potrzebna- zamyślił się mężczyzna.
Może ta skrzynka kryje coś bardziej wartościowego niż się na pierwszy rzut oka wydaje? Świetny materiał, muszę ją wykorzystać. Ciekawe co tam jest w środku…

***

“Chcesz wiedzieć co jest w czarnej skrzynce? Poznać tą najwspanialsza przygodę, którą będziesz mógł opowiadać wszystkim znajomym przez długie lata? Wejdź w mgłę i zejdź niżej, ku dolinie niewyobrażalnych wrażeń i magii niedostępnych kapliczek świata!”
Widzisz jak na ekranie pojawia się czarna skrzynka, która niknie we mgle. Jesteś w ciemnym, pięknym lesie przysłoniętym gęstą zasłoną z mgły. Czujesz jak ciekawość wsysa Cię w głąb doliny, tam gdzie zniknęła skrzynka…” To jest naprawdę dobra reklama. Mężczyzna był zadowolony. Dawno nie zrobił tak dobrej reklamy, takiej która podobała by się jemu.
-Muszę otworzyć tą skrzynkę, na pewno jest w niej coś cennego! Pójdę do Staszka, on ma pełno narzędzi do obróbki metalu.

***

Staszek, stary mechanik mieszkał na ulicy ziarnistej. Nigdy nie udało mu się dowiedzieć czemu ta ulica, wylana asfaltem i tak wąska, że nie zmieściłby się tam ani jeden stragan nazywała się “ziarnista”. Staszek lubił fotografie, ale domyślał się, że to nie chodzi o ziarnistość na fotografiach tej ulicy, chociaż… Mężczyzna znał go od dawna, jeszcze za czasów wardburga zostali przyjaciółmi. To był ten rodzaj samochodu, który zmusza do zaprzyjaźnienia z mechanikiem. Przyniósł szkatułkę niczym jakąś sakralną drogocenność. Oburącz przeniósł przez cały warsztat i postawił obok piły do metalu.
-Stachu, mam dla Ciebie gratkę. Potrzebuję otworzyć tą kłódkę, bez uszkodzenia drewna. Dasz radę?
-Znasz mnie, znam te maszyny lepiej niż ich konstruktor, a używam ich częściej niż szczoteczki do zębów.
-No właśnie- powiedział mężczyzna pod nosem i oznajmił głośno - No to do dzieła!
Podziwiał wprawę Staszka w operowaniu najróżniejszymi narzędziami. Próbował nożycami do metalu, piłą i paroma maszynami, których nazwy nasz marketer nie znał. Całe wysiłki na próżno. Kłódka ma trochę zadrapań, ale niektóre maszyny się stępiły i przestały działać.
-Będę zmuszony obciążyć cię kosztami-rzekł Staszek.
Dlaczego cena tajemnicy zawsze musi być wyższa od przewidywanej? Ehh…

***

Przyszedł dzień odbioru reklamy. Człowiek spodziewał się ich już od rana, a oni mimo tego pojawili się niespodziewanie w samo południe. Białe uśmiechy, garnitury, nic innego nie potrafił spamiętać. Przynieśli czek, na odpowiednią sumę. Obejrzeli spot, bardzo im się podobał.
-Wspaniałe!-podniósł głos pierwszy z nich- Skąd wziął…
-Naprawde niesamowite!-przerwał mu drugi- Skąd pomysł…
-…czarną szkatułkę!- dokończyli razem po chwili bełkotliwych przekrzykiwań.
Mężczyzna uśmiechnął się do siebie i sięgnął po skrzynkę leżącą na biurku. Gdy ją podnosił odkleiła się wytarta etykieta wykonawcy szkatułki, teraz już niemal czysty pergamin. Ku jego zdumieniu dostrzegł przyczepiony do niej kluczyk, schowany uprzednio w wyżłobieniu w denku. Był tak zaskoczony i przepełniony nagłą pasją, ekscytacją, chęcią poznania tej wielkiej tajemnicy, że zapomniał o swoich klientach, o wszystkim. Schylił się powoli, oglądając kluczyk, delikatnie obracał go w palcach z dziecinną fascynacją. Oczy szkliły mu się skarbem a usta zrobiły sie suche. Nareszcie! Teraz dostanę wreszcie skarb, który przesłało mi przeznaczenie! Niemal skakał z radości…
Umieścił szkatułkę na biurku i z pełnym flegmatycznych ruchów, wsunął z namaszczeniem kluczyk w zamek kłódki. Ta natychmiast kliknęła i otworzyła się. Serce zaczęło mu łomotać i czuł się tak, jakby miał unieść się w powietrze. Wciągnął je głęboko do płuc i drżącymi rękami otworzył wieko.. Na dnie leżała pojedyncza koperta, sprawdził dokłanie, tylko ona. Czerwona laka odciśnięta jakąś starą pieczęcią. - To pewnie królewska szkatułka!- pomyślał, po czym przełamał wosk. W środku był liścik z jedną linia tekstu: “Widzisz, inspiracją jest wszystko co jest wokół Ciebie. Nie czekaj na olśnienie, bo nigdy możesz nie znaleźć czarnej skrzynki”. -Mój skarb- powiedział niknącym głosem, w którym dało się usłyszeć zawiedzenie i skupienie. Myślał…
Czy faktycznie mogę uwierzyć w wartość wszystkiego, gdy tylko przez chwilę nie mogę tego dostać? Przecież to tylko zwykła skrzynka, a ja uczyniłem ją skarbem, inspiracją, nadzieją i przyszłością. Tylko dlatego, że nic na jej temat nie wiedziałem, tylko dlatego że przez chwilę skrywała w sobie tajemnicę…
Mężczyzna odprężył się, był zadowolony. To był naprawdę skarb, ale skarb wiedzy. Wszystko wokół jest inspiracją, nawet niezbyt urodziwa skrzynka. Każdy z nas lubi marzyć, to jest piękne. Uśmiechnął się. Nagle coś sobie przypomniał i rozejrzał się za swoimi klientami. Nie było ich. Na biurku leżał czek a materiały na reklamę zniknęły. Zza okna wyglądał wieczór. Po klientach zostało tylko wspomnienie czarnej skrzynki, przygody i białych uśmiechów w garniturach.


stycznia 22 2009

Krok ósmy. Panegirykiem w oczy. Czyli melancholijne odczucia względem nieśmiertelności.

onevisionshot

Wieczorne sentymenty o godzinie północnej.

W ramach sentymentu oddałem się objęciom wokalu Fredy’ego Mercurego. Przy okazji słuchania piosenki “Who want to live forever” naszło mnie jakieś takie smutne pragnienie. Niedoścignione zachwycenie bohaterstwa, opuszkami czepiającego się Boga. Chciałbym być legendą jak wokalista Queen. Zza grobu czuć miłość milionów, do tego co stworzyłem. Co dałem im od siebie, co umiejętnie wyhodowałem z ziaren talentu ukrytych w mej głębi. Chciałbym jak na teledysku piosenki wyżej wymienionej w tej klasie, z jedwabiem u szyii zawiązanym w muchę. Chciałbym być utożsamiany z klasą, z gracja ruchu i mowy. Z pięknym dziełem, czymś co by węgłem było czyjejś przemiany. Dążeniu ku lepszemu, ku szczytowi. “Who wants to live forever?” Ja chcę ale tylko na ustach ludzi, w pamięci i sercach. Choćby jako jedną pieśń, wiersz czy opowiadanie, które łez wzruszeń wyciskałoby tak, jak muzyka tego geniuszu. Geniuszu zatrutego światem, martwego przez małe niewidoczne wirusy. A mimo to ten człowiek to legenda!

wholiveforever

Podsumowanie.

Smutno mi, bo jakoś tak nie wiem w jaki sposób mógłbym choćby zbliżyć się do takiego celu. Chyba będę musiał oddać się w ręce Boga i mu wreszcie zaufać..

fredy_mercury

The show must go on!!!

freddy_mercury